Autor: MC2

  • Nie musisz być silna, musisz znać metodę

    Nie musisz być silna, musisz znać metodę

    Wywiad z Izabelą Dejdą, właścicielką „Kobiecej Akademii Zdrowia” i marki „Zdrowo w biegu”.

     

    Joanna Pastuszak-Cybulska: Czy można o Tobie powiedzieć, że jesteś instruktorką żywienia? 

    Iza Dejda: W dużym uproszczeniu można tak powiedzieć. Jednak ja do tego tematu podchodzę z szeroką perspektywą. Pokazuję kobietom, jak dzięki zmianie sposobu odżywiania można żyć lepiej i osiągać więcej. Jest ścisły związek między spożywanym jedzeniem, a odnoszeniem sukcesów, spełnianiem marzeń i byciem szczęśliwym.

    Programy przemiany które stworzyłam, owszem, zawierają wiedzę co jeść, jak jeść i kiedy jeść, ale to tylko ułamek wiedzy, którą przekazuję. Uczę planowania zmiany, lepszej organizacji, pokazuję, jak budować trwałe nawyki, które mogą ułatwić nasze życie i wiele w nim zmienić.

    Pożywienie wpływa na nasze emocje i nastrój, pracę umysłu i szybkość podejmowania decyzji, a nawet na pewność siebie. Jeszcze większe znaczenie ma czas niejedzenia, czyli stosowanie postów (na przykład post Intermittent Fasting) oraz odpowiednie przerwy między posiłkami. Niestety, w obecnych czasach, kiedy jedzenie na każdym kroku jest obok nas, maltretujemy organizm wiecznym trawieniem, a to również obniża naszą produktywność.

    Jaki wpływ na nasze funkcjonowanie i myśli ma to, czym się żywimy? 

    Ta zależność jest ogromna i wpływa nawet na naszą samoocenę! 

    Wielu z nas jest uzależnionych od jedzenia w mniejszym lub większym stopniu. Wiele osób jest tego nieświadoma. Ciągle mamy ochotę coś zjeść czy się napić, podjadamy między posiłkami, często myślimy o słodkim, a wieczorem nie możemy się opanować, aby nie „porwać” czegoś z lodówki.

    Czujemy, że coś jest nie tak, zaczynamy coraz gorzej się czuć, mniej zadowalająco wyglądać. Próbujemy to zmienić i wierzymy, że powinno się udać, bo przecież wszędzie widzimy metamorfozy i innym się udaje. A tak nie jest i nam nie wychodzi lub wychodzi, ale krótkotrwale.

    Więc jak wtedy mamy się czuć? Takiej osobie wydaje się, że jest nieudacznikiem, nie potrafi wytrwać w założonych celach, zapanować nad sobą i swoim życiem. Brak efektów wywołuje też frustrację, przestaje w siebie wierzyć i myśli o sobie źle. A taka postawa i negatywne myślenie wpływa na wszystkie nasze życiowe decyzje.

    Najgorszym wrogiem naszych myśli i codziennego funkcjonowania jest cukier. I nie mam tu na myśli tylko cukru jawnego – sypanego, ale także ukryty, który jest obecnie wszędzie w produktach spożywczych. Czasami jogurt pitny reklamowany jako zdrowy, ma więcej cukru niż czekolada, a woda smakowa więcej cukru niż lody.
    Cukier bardzo szybko nas uzależnia i ma olbrzymi wpływ na nasze emocje, wywołuje wahania nastrojów, wieczne poddenerwowanie, irytację, a także „zamglenie umysłu”.

    Czyli błędem jest stosowanie diety, jeśli nie eliminujemy cukru? 

    Moim zdaniem warto sobie odpuścić wszystkie diety, a zająć się zmianą fundamentów zdrowego odżywiania. Pierwszym krokiem, zaraz obok prawidłowego nawodnienia organizmu, jest właśnie eliminacja cukru jawnego i ukrytego. To cukier jest odpowiedzialny za rozregulowanie pracy hormonów trawiennych i bez odzyskania tej równowagi, każda zdrowa przemiana będzie bardzo trudna i najczęściej chwilowa. 

    Problem jednak jest w tym, że konsument jest pogubiony i nie wie, które produkty są bogate w cukier. Lobby cukrowe jest bardzo silne i mocno zakorzenione w branży spożywczej. Wszelkie chwyty marketingowe, typu fit, light, czy bez cukru oraz świetne reklamy telewizyjne działające podprogowo, robią straszne zamieszanie w głowach konsumenta.

    Odniosę się jeszcze do samego słowa dieta, które kojarzy się z wyrzeczeniami. Raczej unikałabym tego określania, podobnie jak i samych w sobie diet. Lepszym podejściem jest zmiana podstaw zdrowego odżywiania, a przy tym naprawa organizmu i odzyskanie równowagi hormonalnej. Takie podejście daje trwałe efekty i jest duża szansa, aby zachować je na zawsze.

    Warto pamiętać, że zdrowe odżywianie kiedyś, a zdrowe odżywianie dzisiaj ma zupełnie inny wymiar, bo bardzo zmienił się nasz styl życia. Coraz mniej się ruszamy i mamy coraz gorszej jakości pożywienie. I to dlatego wiele dietetycznych porad, wyuczonych w starym systemie nie daje efektów. Ja opieram się głównie na wiedzy medycznej.

    To jak jedzenie wpływa na nasze decyzje? 

    Kiedy jesteśmy odpowiednio odżywieni, czyli nie brakuje nam energii w postaci kalorii, ani substancji odżywczych, wówczas nasze ciało i umysł osiągają stan równowagi.
    Nasza głowa zaczyna zupełnie inaczej pracować. Wzmaga się pamięć i koncentracja, logiczne myślenie, podejmujemy bardziej wyważone i przemyślane decyzje, i co najważniejsze, nie są one podszyte wyłącznie emocjami.

    I odwrotnie, cukier i brak nawodnienia organizmu wywołują mgłę mózgową i wzbudzają negatywne emocje. Jesteśmy zmęczeni, ospali, mamy problem z myśleniem, komunikacją z innymi, szybko się denerwujemy, jesteśmy niespokojni. W takich warunkach zapadają zupełnie inne decyzje i nie zawsze są one trafne.

    Czyli w ujęciu mentalnym, możemy tu zaryzykować stwierdzenie, że jakość naszego pożywienia wpływa na nasze poczucie niezależności, pewności siebie? 

    Tak, oczywiście! Prawidłowe odżywianie powoduje, że lepiej się czujesz i lepiej wyglądasz, a pełna akceptacja siebie wpływa na Twoją samoocenę i pewność siebie. Osoba znająca swoją wartość zupełnie inaczej postępuje w życiu i więcej też w nim osiąga swoje cele o wiele bardziej świadomie.

    Dzięki zmianie odżywiania możesz zacząć drogę odzyskania nie tylko poczucia własnej wartości, ale także pewności siebie. Stajesz się niezależną i zdecydowaną kobietą, która dokonuje własnych wyborów i żyje na własnych warunkach. Sama decydujesz, co jest dla Ciebie odpowiednie.

    Jest jeszcze aspekt akceptacji siebie, który wpływa na Twoje relacje z otoczeniem. Kiedy lubisz siebie i lubisz swoje towarzystwo, wówczas nie masz już takiej potrzeby bycia z kimś za wszelką cenę, nie poszukujesz wsparcia i poparcia u kogoś. Nie jesteś też toksyczną osobą dla innych, a i sama jesteś w stanie się uchronić przed toksycznymi relacjami.

    A czy jest powiązanie między złym odżywaniem, a uzależnieniami? 

    Tak, złe odżywianie, wywołuje kolejne uzależniania. 

    Już jedzenie, samo w sobie, może być uzależnieniem. Pożywienie przede wszystkim ma być dla nas „paliwem” i dostarczać energię do życia. W rzeczywistości często jest zupełnie inaczej, staje się lekarstwem na nudę, złe emocje i nagrodą za wszelkie zło. A dalej zaczyna się błędne koło. Źle się odżywiam, więc kiepsko się czuję i wyglądam, ale nie chcę o tym myśleć. W zastępstwie zajmuję się czymś innym, co ma mi poprawić humor i wtedy często wpadam w uzależnienia. Napiję się kieliszek wina, kupię sobie nowy ciuszek i wiele innych. 

    Najczęstsze uzależnienia mające destrukcyjny wpływ na człowieka, to alkoholizm, narkomania, pracoholizm, seksoholizm, nikotynizm, hazard, zaburzenia odżywiania i moim zdaniem – zakupoholizm i uzależnienie od social media. Nie zdajemy sobie sprawy, jakie poważne jest uzależnienie od portali społecznościowych. Kochamy podglądać innych, kochamy newsy, afery, hejt, kochamy lajki pod naszymi zdjęciami. Coś się dzieje, pojawia się dopamina i od niej uzależnienie. Bardzo polecam dopaminę z social media zamienić na sportowe endorfiny i wtedy pojeździć na rowerze, poskakać, pobiegać. To uzależnienie jest znacznie bezpieczniejsze, a efekty uboczne zaskoczą Cię w lustrze.

    Drugi problem to nakręcony do granic możliwości konsumpcjonizm. Media wyśrubowały w ludziach olbrzymią potrzebę „muszę to mieć”, „muszę to kupić i to za wszelką cenę”. Mało tego, że „muszę to mieć”, to jeszcze muszę pokazać innym, że to mam, że dzięki temu jestem ważna.
    Każdy zakup, to uderzenie dopaminy i chwilowe szczęście. Czy rzeczywiście dana rzecz jest nam potrzebna, to już ma mniejsze znaczenie, bo tu chodzi o ten moment wejścia w posiadanie kolejnej rzeczy, tego chwilowego szczęścia, które jest uzależnieniem.

    Jest jeszcze element podnoszenia własnej wartości, otaczanie się drogimi i markowymi rzeczami. 

    Dla większości, droga marka ubrań, drogi samochód, wielki dom, mówią o statusie człowieka i świadczą o jego wartości. Jakie to jest często błędne pojmowanie! Jak to ktoś mądry kiedyś powiedział „kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy”.  I tak kredyt kredytem popędza, nasza stabilność finansowa kuleje, a my coraz gorzej się w tym całym „niby” bogactwie czujemy.

    To wszystko jest powiązane z naszymi emocjami, a te są powiązane z żywieniem. Więc jest ścisła zależność, między sposobem odżywiamy, a tym jakie życiowe decyzje podejmujemy. Nikt nie chce, aby ktoś lub coś kontrolowało jego życie. Chcemy być Panem / Panią własnego życia, a uzależnienia nam to odbierają.

    Praca nad zmianą nawyków żywieniowych to jest proces. Wymaga on samozaparcia, odpowiedzialności za decyzje. Czy dieta jest tylko dla silnych osób? 

    Nie, powodzenie w każdej dziedzinie, nie tylko przy zmianie odżywiania, może odnieść każda osoba.

    Sukces tkwi w podjętej metodzie działania. Obecnie nastały takie czasy, że wszyscy od siebie oczekujemy spektakularnych efektów, a jak takich nie ma, to tracimy poczucie sensu zadania.

    W rzeczywistość powinno być odwrotnie. To systematyczna mróweczka osiąga spektakularne efekty, a nie porywający się na duże cele Herkules. Nie umiemy swoich celów rozłożyć na mniejsze kroczki, aby przy realizowaniu każdego z nich osiągać sukces, a tym samym budować motywację do dalszego działania. Mniejsze kroki to mniejsze sukcesy, ale dzięki temu cały czas idziemy do przodu. Ludzie trochę zapominają, że obok realizacji swoich założonych celów, na przykład zmiany sposobu odżywiania, toczy się jeszcze normalne życie, w którym uczestniczymy. Nasza przemiana nie może zająć całej tej przestrzeni, a jedynie jej skrawek. Nie porzucimy naszego całego życia dla niej. Przecież my mamy ogrom innych obowiązków i czekają też bliscy. 

    Dlatego bardzo dobrze sprawdza się metoda małych kroczków i ja w ten sposób stworzyłam Kobiecą Akademię Zdrowia. Przez pół roku wdrażamy małe, ale trwałe kroczki zdrowej przemiany. Jest to pierwszy taki produkt w Polsce w kategorii odżywiania. Śmieję się, że to taki „Netflix” ze zdrowymi serialami, który cały czas podtrzymuje zainteresowanie. Co tydzień nowy odcinek, bo wiedza udostępniana jest etapowo, a co miesiąc nowa opłata, która nie obciąża portfela (subskrypcja). Świetnie się sprawdza taka forma i w ten sposób powstają Królowe Życia, czyli kobiety niezależne.

    Jaka jest Twoja rola w pomaganiu kobietom, jak powinny w sobie tę zmianę budować? 

    Przekazuję wiedzę dotyczącą mojego modelu odżywiania (to dosyć trudna wiedza oparta na diabetologii) oraz uczę metod przemiany poprzez małe kroczki. W ten sposób zmieniamy się na kilku płaszczyznach. Mamy coraz więcej energii, coraz lepiej wyglądamy, a dzięki sukcesom coraz bardziej wierzymy w siebie i w swoje możliwości. Przecież cały czas nam się udaje, stajemy się coraz bardziej niezależne. Jedzenie nie ma już nad nami kontroli i to teraz my decydujemy, jakie nowe nawyki wdrażamy w nasze życie.

    Moje uczestniczki programów wiedzą, że nawyk, to niebezpieczny Pan, ale doskonały sługa.

    Warto budować prawidłowe nawyki, bo to aż 40-60% naszych codziennych czynności, które wykonujemy automatycznie, bez podejmowania decyzji i bez wysiłku.
    Kiedy uda nam się wdrożyć w życie prawidłowe nawyki, to zyskujemy czas i energię na realizację innych celów. Wychodzi na to, że nawyki również pomagają nam być osobą niezależną.

    A czy dieta może być powodowana czymś innym niż zdrowymi potrzebami organizmu? Może być np. próbą udowodnienia sobie lub komuś czegoś? 

    Niestety najczęściej tak właśnie jest. Osoby podejmują zdrową przemianę, bo chcą lepiej wyglądać, żeby podobać się innym i być w pełni akceptowanymi. Tak nie powinno być.
    Kolejnym bodźcem jest poprawa wyglądu dla siebie, żeby sobie udowodnić, że potrafię. Dbałość o swoje zdrowie oraz lepszą jakość życia na pewno nie są przewodnimi impulsami podjęcia przemiany.

    Najrzadziej jednak ludzie łączą zmianę odżywiania z lepszą pracą umysłu, większą produktywnością. A to również wpływa na przedsiębiorczość, a w ostateczności na niezależność.

    Dla mnie ten cel był powodem zgłębiania nauki odżywiania. Chciałam więcej w życiu osiągać i nie martwić się o siebie i bliskich w przyszłości.

    To jest więc dobry moment na to, aby zapytać o Twoją definicję niezależności. 

    Pierwsze moje skojarzenia z niezależnością to spokój, bezpieczeństwo i zdrowie. Drugie skojarzenie to wolność i życie w zgodzie ze swoimi wartościami. Niezależność dzielę na finansową i mentalną.

    Podstawą niezależności finansowej jest najpierw mądre zarządzanie tymi pieniędzmi, które mamy, a następnie budowanie nowych źródeł dochodu i inwestowanie. Niestety u większości osób wraz ze wzrostem dochodów wzrastają również potrzeby i poziom życia, a zabezpieczenia finansowe wciąż są na tym samym poziomie, albo w ogóle ich nie ma.

    Obecnie moja pensja jaką sobie przelewam stanowi 10-15% moich zysków. Naprawdę niewiele mi trzeba do szczęścia i jak się okazuje mam zupełnie inne potrzeby niż większość. Za to cały czas inwestuję w swoją firmę i zabezpieczenia na przyszłość. Sprawia mi to radość.

    Jestem też zdania, że powinniśmy mieć minimum trzy źródła dochodu i najlepiej zupełnie ze sobą niepowiązanych. Tak też buduję swoje zabezpieczenia. Mam nieruchomości, biznes online „Zdrowo w Biegu” który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i jestem też właścicielką marki Tucan, która produkuje wielofunkcyjne kostiumy na lato. Niestety ten ostatni biznes w pandemii totalnie się załamał, ale za to online z nawiązką nadrobił. I właśnie o to w tym chodzi, jedna odnoga ma problem, to druga pomaga.

    Kolejna sprawa to poduszka finansowa minimum na pół roku, choć ja mam na dwa lata, co już jest lekką przesadą. Nie wyobrażam sobie życia od pierwszego do pierwszego, albo – co gorsza – na kredytach. Pamiętajmy, że obawa o naszą sytuację finansową bardzo wpływa na nasze zdrowie, bo wywołuje wyniszczający nas stres.

    Część druga, związana z mentalną niezależnością to jest równie ważny poziom. Całe życie samodzielnie podejmuję decyzje o swoim życiu. Rodzina, partner, znajomi nie mają na mnie wpływu. Trochę też tak ukształtowały mnie okoliczności życiowe. Było chwilami ciężko, ale za to teraz jest dużo łatwiej. 

    Jedyna rzecz, która zaczęła mi z wiekiem doskwierać, to praca dla kogoś, albo może nawet inaczej, brak możliwości tworzenia czegoś większego. Początkowo praca dawała mi satysfakcję, wprowadzałam nowoczesny lek na cukrzycę do Polski dla amerykańskiego koncernu. Z czasem jednak pracodawca stał się dla mnie uzależnieniem. Po pierwsze wiedziałam, że moja pensja może zwiększyć swój poziom o jedyne 30% przy wewnętrznym awansie, co mnie nie bardzo interesowało, a po drugie nie mogłam się spełniać i rozwijać. Pozbyłam się tego uzależnienia i teraz mam własną firmę.

    Jak zaczęła się Twoja niezależność finansowa? 

    Budowanie mojej niezależności finansowej zaczęło się już w młodym wieku, kiedy jako siedemnastolatka zaczęłam pracę i od razu część pensji odkładałam. Nawyk mądrego zarządzania pieniędzmi i ograniczania zbędnych potrzeb mam w sobie chyba od zawsze i nie wiem, skąd się to wzięło, to chyba głos rozsądku i jakaś opatrzność.

    Jeśli chodzi o biznes, to zaczęłam tak, jak duże firmy, metodą start-upowa. Będąc na etacie, zbudowałam swoje miejsca w internecie: strona www, sklep, social media (wszystko robiłam sama), a także społeczność, czyli potencjalnego klienta. Zrobiłam pierwsze małe produkty i testowe dwie sprzedaże, żeby sprawdzić, czy chwyci. Chwyciło i to jak! Dopiero wtedy wzięłam się na poważnie za tworzenie swojego biznesu. 

    Jeśli ktoś teraz sobie myśli, ale jak to pogodzić w czasie, etat i budowanie biznesu? Nie było łatwo, bo miałam bardzo absorbującą pracę, ale wygospodarowałam na to godzinę, wstając codziennie o piątej rano. Czyli codziennie przez rok od piątej do szóstej budowałam fundamenty swojego biznesu. Ludzie nie wierzą w małe kroki, a jednak można osiągnąć spektakularne efekty. Już w pierwszym roku przychody były wielokrotnością mojej korporacyjnej pensji. Jak ktoś nie lubi ryzyka, to bardzo polecam tę metodę. 

    Co najbardziej lubisz w niezależności?

    Możliwość życia w zgodzie ze sobą i ze swoimi życiowymi wartościami. Każdemu życzę takiego życia i za wszystkich mocno trzymam kciuki!

    Mieszkasz między Polską, a USA. Co nas odróżnia od nacji amerykańskiej w drodze po niezależność? 

    Polskie społeczeństwo nie docenia siebie, a w szczególności kobiety mają z tym problem. 

    Amerykanie uważają, że są najlepsi we wszystkim i nie ma lepszych od nich. Państwo zakorzeniło w nich to poczucie ważności, bo przecież należą do najpotężniejszego kraju na świecie.

    Czy tak jest naprawdę? Uważam, że nie, to my jesteśmy bardzo bystrym i mądrym narodem. Mamy jedynie problem z docenianiem siebie. Brak nam odwagi do działania, nie wierzymy w siebie, a szkoda! Boimy się porażek, zmian, bo i też historycznie nie było u nas za ciekawie. Nie jesteśmy bogatym państwem, nie czujemy się zbytnio wspierani.

    Natomiast dla mnie, porażka to super sprawa. To wskazówka, co należy poprawić, gdzie popełniliśmy błąd i co zrobić, aby go nie ponowić. To po prostu kolejna forma nauki.
    Nawet moim uczestniczkom z programów zdrowej przemiany mówię „kiedy dopadnie Cię pokusa, nic się nie martw, ona była przewidziana, popraw koronę i działaj dalej zgodnie z planem”! Nie obawiajmy się porażek. Jesteśmy super społeczeństwem i na bardzo wiele nas stać.

     

    Dziękuję za ważną i zaskakującą rozmowę! 

     

    IZA DEJDA – biotechnolog, medyczny ekspert żywienia i przedsiębiorca. W późnym wieku porzuciła korporację i w 43 roku życia zbudowała dochodowy biznes. Stworzyła autorski model odżywiania oraz programy przemiany, które pomogły już setkom kobiet. Jest też twórcą pierwszej w Polsce subskrypcyjnej Kobiecej Akademii Zdrowia, w której dojrzewają  Królowe Życia.

     

     

  • Fundacja Kobieta Niezależna – Podsumowanie stycznia ’21

    Fundacja Kobieta Niezależna – Podsumowanie stycznia ’21

    Pierwszy miesiąc nowego 2021 roku za nami! Weszliśmy w niego z nadzieją, że ten rok będzie lepszy i oczywiście przyniesie wyczekiwane zmiany, zwłaszcza dotyczące spotkań na żywo, za którymi tak tęsknimy! 

    Jednak mimo trwających obostrzeń, nie złożyliśmy broni i styczeń zaczęliśmy z ogromną energią! Wiemy, że i Wy potrzebujecie jej w tym czasie, więc działamy i robimy co możemy, żeby wspierać Was w rozwoju.

     

     

    Na początku stycznia na portalu Allegro Lokalnie uruchomiliśmy zbiórki “Wspólnie rozwińmy skrzydła kobiet” na rzecz Fundacji Kobieta Niezależna. Mają na celu wsparcie kobiet w tworzeniu lokalnych społeczności, gdzie będa mogły uczyć się, wspierać i motywować. Dzięki takim działaniom Fundacja Kobieta Niezależna ma wpływ na rozwój ich kompetencji osobistych i zawodowych.

    Zbiórki nadal trwają i można się w nie włączyć. Wystarczy wejść w link: „Wspólnie rozwińmy skrzydła kobiet” . 

    Za każdą przekazaną kwotę serdecznie dziękujemy!

     

    Styczeń był także miesiącem spotkań z ekspertami w ramach #poranamentora

     

     

    8 stycznia we Wrocławiu Anna Wawrzyniak, właścicielka marki YOUR SUCCESSWAY, poprowadziła dla nas spotkanie na temat: Psychologia osiągnięć – III Filary skutecznego wytyczania i osiągania celów. Dzięki wiedzy i doświadczeniu naszego gościa uczestniczki mogły zwiększyć swoją motywację do działania, zrobić pierwszy krok w kierunku niezależności finansowej i mentalnej oraz poznać trzy filary determinujące realizację celów i zamierzeń. W spotkaniu  wzięły udział 42 uczestniczki, co nas ogromnie cieszy! Ale to także zasługa naszej niezawodnej koordynatorki Magdaleny Ciupki, która wspaniale zorganizowała to spotkanie.

     

     

    Poza spotkaniami z ekspertami nasz wolontariuszka Joanna Pastuszak-Cybulska rozmawiała z samą Iwoną Guzowską – wielokrotną mistrzynią świata i Europy w kick-boxingu i boksie. Pełna inspiracji i motywacji rozmowa jest wciąż dostępna na naszej stronie. Gorąco zachęcamy do jej przeczytania: Moc wrażliwości

     

     

    W połowie stycznia zorganizowaliśmy także II Konferencję Biegową – „Gotowy do biegu”, którą poprowadził Adam Krzyżanowski – instruktor biegania, wspierający nasze Wyzwanie FKN. 50% dochodu z tego spotkania zostało przeznaczone na wsparcie naszych działań.

     

    Wisienką na torcie i pięknym podsumowaniem pierwszego miesiąca nowego roku było spotkanie z serii #poranamentora 27 stycznia w Kwidzynie z Pawłem Tkaczykiem – ekspertem od budowania silnej marki. Zorganizowała je nasza koordynatorka Beata Szella-Skrycka. Uczestniczki spotkania miały okazję poznać tajniki budowania silnej marki i przekonać się, że warto o to zadbać. W spotkaniu tym wzięły udział 74 osoby, co nas ogromnie cieszy!

     

    Przed nami luty, który również będzie obfitować we wspaniałe działania i spotkania. Możemy zdradzić, że przed nami spotkania #poranamentora dotyczące m.in. pracy zdalnej i budowania trwałych relacji w zespole, czyli tematy na czasie. W dobie pandemii praca online i działania zespołowe to prawdziwe wyzwanie, któremu wychodzimy naprzeciw.

     

    Jeżeli chcesz się podzielić swoimi wrażeniami z naszych działań styczniowych – koniecznie napisz o tym w komentarzu!

    Twoja opinia jest dla nas ważna, bo dzięki niej możemy lepiej zaplanować nasze działania i możemy odpowiedzieć na Twoje potrzeby.

     

     

     

  • Moc wrażliwości

    Moc wrażliwości

     

    Wywiad z Panią Iwoną Guzowską, wielokrotną mistrzynią świata w boksie i kick-boxingu, byłą parlamentarzystką, autorką książki „Najważniejsza decyzja” . 

     

    Joanna Pastuszak-Cybulska: Czym jest dla Pani niezależność kobiet? 

    Iwona Guzowska: Dla mnie, niezależność jednostki jest elementarnym prawem do którego każdy z nas powinien mieć taki sam dostęp. W kategoriach życia w pewnym systemie, nie można powiedzieć, że niezależność jest stuprocentowa dla każdego z nas. Nie jesteśmy niezależni, nie jesteśmy wolni we wszystkich obszarach naszego życia. To poczucie wymusza na nas fakt, że urodziliśmy się w obowiązującym nas systemie wartości, historii. 

    Niezależność przejawia się w tym, czy człowiek żyje zgodnie ze swoimi pragnieniami, zgodnie ze swoimi założeniami, zamierzeniami. Jest ona silnie uzależniona od indoktrynacji, wychowania, od czynników, które na nas wpływają od samego dzieciństwa. Niezależność człowieka w podejmowaniu swoich własnych decyzji, w podążaniu swoją własną drogą, jest według mnie, bardzo mocnym otwarciem na wolność. Ale – co ważne –  można ją osiągnąć. 

    Dlaczego kobiety nie wiedzą, że mogą oczekiwać niezależności?

    Podkreślę, że mężczyźni mają podobnie. Od dzieciństwa słyszymy, że nie jesteśmy kompletni. Co przez to rozumiem? Chociażby to, że mówi nam się „znajdź swoją drugą połówkę”. Że sama w sobie nie jestem kompletna, że muszę znaleźć „swoją połówkę”, aby doświadczyć szczęścia. Niezależność kobiet zanika, bądź się z niej rezygnuje wtedy, kiedy wchodzimy w związki. 

    Kobiety popełniają błąd wierząc, że bycie w związku to jest absolutny priorytet. Są przekonane, że muszą zrezygnować z siebie, swoich marzeń na rzecz tego, co zostało im wpojone. Żebym była dobrze postrzegana i oceniana przez moich bliskich, muszę mieć męża, dzieci, dom. To nic, że moje wartości zupełnie nie pasują do tej wizji. Uważam, że to właśnie z tego powodu biorą się wewnętrzne konflikty, poczucie niespełnienia. 

    Wydaje się, że bardziej niż w innych przypadkach, panie, które trenują sztuki walki, kick boxing, są świadomymi siebie kobietami, okazują tym swoją niezależność. Które cechy charakteru pomogły Pani w trenowaniu tego wymagającego sportu? 

    Każdy sport i każda indywidualna droga kariery wymaga niezależności, odwagi i umiejętności podążania za głosem własnego serca, determinacji, pewnej zadziorności. Nie ważne czy kobiety uprawiają jakikolwiek sport, czy dążą do rozwoju w sferze biznesowej, naukowej – to wszystko wymaga dokładnie tych samych cech. 

    Ja zawsze miałam w sobie bardzo silny pierwiastek wolności, niezależności, zawsze chodziłam jak kot własnymi drogami.  Miałam kilka momentów w życiu, kiedy się pogubiłam, kiedy w jakimś stopniu zrezygnowałam z bycia samą sobą. Sport to była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy weszłam na arenę, poczułam tych ludzi i ich energię, każda komórka mojego ciała „skakała i krzyczała”: To jest to! Muszę to robić! Taki był początek mojej drogi. 

    Co na początku było największym wyzwaniem w podporządkowaniu siebie sportowi? 

    Największym wyzwaniem był dla mnie moment, kiedy zostałam młodą mamą. Miałam wtedy osiemnaście lat i do tego podążałam własną, niezależną drogą. 

    Cały aspekt sportowy to było budowanie siebie krok po kroku, poznawanie nowych możliwości, samej siebie, niesamowitej potęgi woli walki, umysłu, fokusowania się na celu. To, co robię dzisiaj ze sportowcami prowadząc ich w karierach sportowych, to jest dokładnie taka sama droga – pokazywanie i odkrywanie, że Ty też masz mistrza w sobie. Obudź go, bo wszystkie rozwiązania masz już w sobie!

    Jeśli są jakieś przeszkody, to obecnie są do tego odpowiednie narzędzia, aby się z nimi uporać. Mi nikt w tym nie pomagał. Sama musiałam odkrywać mechanizmy do których dzisiaj ludzie mają dostęp poprzez pracę z coachami, trenerami mentalnymi, poprzez książki, publikacje, filmy w internecie.  Dzisiaj można bardzo dużo tego znaleźć, a wtedy, tego nie było. 

    To były przecież lata dziewięćdziesiąte …

    To było strasznie dawno temu! I właśnie dzięki temu, dzisiaj spokojnie mogę wykonywać swoją pracę z pasją, bo jestem praktykiem. Teorii też mam w zanadrzu bardzo dużo, ale przede wszystkim, jestem praktykiem. Wszystko, czego uczę jest poparte moimi rozwiązaniami. 

    Kiedy byłam młodą mamą, młodym człowiekiem, który oprócz siebie nie miał nic, bagaż bardzo trudnych doświadczeń nie był dla mnie „kulą u nogi”, a raczej elementem, który wystrzelił mnie „jak z procy” do góry. Wiedziałam, że chcę konkretnie takiego życia. Małam wszystko dokładnie przemyślane, zaplanowane, i po prostu tak się działo. Jak odkrywa się w sobie pasję, to żadne trudności nie są przeszkodą, aby dążyć do tego celu. 

    Jednak samo osiąganie celu to nie wszystko. Droga do niego –  to jest „clue”. Budowanie siebie, upadki, powstawanie po tych upadkach, to jest proces, który z perspektywy czasu dużo bardziej sobie cenię niż zwycięstwa. Sukcesy dawały ogromną satysfakcję, radość i utwierdzały mnie w tym, że ma to sens. Ba! Że jestem najlepsza na świecie! W pewnym momencie jednak nie spodobał mi się obraz mnie samej jako „gwiazdy”, przekonanej, że jestem już pępkiem świata. Szybko zarzuciłam takie przekonanie o sobie. To są pułapki na młodych ludzi, a sport to właśnie domena młodości. Każdego z nas czasem to spotyka. 

    Uważa Pani, że jest „dobry” i „zły” ból? Może nam on w czymś pomagać? 

    Ból jest dobry. Jest częścią najsilniejszego instynktu – instynktu przetrwania. Gdyby nie ból, nie moglibyśmy żyć ostrożnie, mądrze, poprawiać swoich błędów. Wiecznie wchodzilibyśmy do ogniska, cięli się nożem albo spadali z wysokości. Natomiast ból psychiczny, duchowy jest dużo bardziej dotkliwy, niż ten fizyczny. Z bólem fizycznym jesteśmy sobie w stanie poradzić. Wielu ludzi, którzy doświadczają bólu psychicznego różnego pochodzenia: bólu istnienia, związanego z brakiem poczucia szczęścia, poczucia miłości, szacunku, akceptacji, mają ogromne trudności aby go pokonać. 

    Dla mnie, sport był sposobem na to, aby spalić się na popiół, a potem, żeby odrodzić się niczym feniks. Poprzez stawanie na krawędzi wytrzymałości psychofizycznej, musiałam siebie, jako człowiek, obrócić w ten popiół. Ale dzięki temu zobaczyłam, że tam, w tej „czarnej dziurze” jest absolutnie wszystko, czego potrzebuję. Wchodząc w to, narodziła się lepsza wersja mnie samej. Ale ten ból jest jednak nieunikniony. 

    Gdyby nie ból, nikt z nas by nie wzrastał, nie zmieniał się. Gdy siedzimy sobie w cieple, zapuszczamy korzenie, jest nam dobrze, „pleśniejemy”, i tak sobie siedzimy dopóki się coś nie wydarzy, coś przełomowego, coś wstrząsającego. I dopiero wtedy otrząsamy się i zastanawiamy, jak do tego doszło, dlaczego to moje dobre, bezpieczne życie runęło? 

    Jaki priorytet ważności powinna mieć wśród kobiet umiejętność samoobrony? 

    Dla nas wszystkich jako istot, bezpieczeństwo, nienaruszalność naszych granic, powinna być elementarna, my nie powinnyśmy w ogóle o tym teraz mówić. Ale to byłoby w idealnym świecie. W świecie, w jakim żyjemy, ale też z doświadczenia pracy z kobietami potwierdzam, że warto znać się na samoobronie. Nie dlatego, aby musieć kogoś unicestwić, ani nie dlatego, że spodziewam się ataku, ale po to, aby poczuć własną siłę, własną moc sprawczą. 

    Jeśli jestem 50-cio kilogramową  kobietą, czy to znaczy, że jestem słaba? Nie. Życie nieraz pokazało, że w sytuacjach kryzysowych, kiedy trzeba uratować siebie albo dziecko, nawet drobna kobieta potrafi podnieść samochód. Skąd ma taką siłę? Przecież nie trenuje podnoszenia ciężarów? W sytuacji zagrożenia działa się z nadludzką mocą i poczucie tej siły sprawczej dodaje kobietom pewności siebie. Dodaje jej też kobietom, które doświadczyły w swoim życiu przemocy i niemocy.

    Syndrom ofiary – to jest ważny aspekt. Kobiety, które najczęściej stają się ofiarą przemocy fizycznej, psychicznej, seksualnej, to są kobiety, które mają „wgrany” program ofiary, boją się, mają niską pewność siebie. A dla człowieka, który atakuje innego ważne jest, aby znalazł słabszego od siebie, fizycznie lub psychicznie. Pokazano to w amerykańskich badaniach przeprowadzonych na więźniach osadzonych za poważne przestępstwa. Więźniom pokazano film, na którym między innymi, badacze – statyści chodzili ulicą. Badani więźniowie mieli wybrać potencjalną ofiarę swojego ataku. Bezbłędnie można było przewidzieć wyniki tych badań. Każdy z groźnych przestępców wybierał postać, która swoją postawą najbardziej emanowała niepewnością, strachem, wycofaniem. 

    Zajęcia z samoobrony to jest często pierwszy krok dla kobiet, które doświadczyły przemocy. Pomaga on im uwierzyć w siebie, poczuć swoją moc sprawczą. Kiedy zmienia nam się nasza postawa poprzez to, co myślimy, jak myślimy i poprzez dialog wewnętrzny, to nagle okazuje się, że potrafimy iść wyprostowane, dynamiczne i z taką energią, która odpycha potencjalnego agresora.

    Tego właśnie uczy Pani na swoich warsztatach? 

    Women Power Campy to są spotkania w różnych miejscach Polski. Pierwsza zasada jest taka: poznaj swoje wewnętrzne sterowniki, czego się boisz, dlaczego masz konkretną blokadę, z jakiego powodu ona istnieje, do czego ma ci służyć? Jest to praca na wszystkich poziomach: umysł, ciało i duch. Aby ten proces był kompletny, ważne jest zajęcie się tymi wszystkimi obszarami. Służą temu m.in. zajęcia z komandosami, czyli mądrymi, doświadczonymi i silnymi mężczyznami, którzy uczą, że możesz przeżyć noc w lesie z wilkami i niedźwiedziami, i będziesz się tam czuć bezpiecznie. Po tej nocy obudzisz się i powstaniesz jak feniks z popiołów, wtedy już nic Cię nie zatrzyma.

    Następny etap to warsztaty ze mną. Jest to praca z nieświadomym umysłem. To ważne, bo właśnie tam mamy schowane różnego rodzaju sterowniki, które pchają nas do konkretnego działania albo blokują nas. Jest też trochę szamańskich, kobiecych ćwiczeń, które otwierają duszę. 

    Współczesna kobieta woli być nieco męska, ma silny pierwiastek męski i denerwują ją bezradne kobiety. Mamy takiego mocnego animusa, że musimy działać, rozstawiać wszystkich po kątach, porządkować wszystko, jednocześnie dbając o sfery typowo kobiece. Zarzucamy się obowiązkami, a to jest perfekcjonizm, który nas męczy. Jesteśmy przemęczone i dziwimy się, że mężczyźni wokół nas widzą nas jako ultrasilne kobiety i np. nas nie przytulają. A to my same ich blokujemy. 

    Kiedy kandydowała Pani do sejmu, towarzyszyło Pani hasło „siła wrażliwości”. To są raczej przeciwstawne faktory. 

    Dzisiaj powiedziałabym „moc wrażliwości”. Nie użyłabym obecnie słowa „siła”, bo to „moc” jest taką energią, którą generujemy. Tworzymy ją poprzez inne emocje, niż te, które są nisko skalibrowane, jak np. złość, zazdrość, agresję, niepewność, brak akceptacji. „Moc wrażliwości” jest bardziej harmonijna. 

    Kiedy jesteśmy skupione na tym, aby mieć otwarte umysły i uwagę na drugiego człowieka, wtedy nasza moc jest dużo większa. Jaką mamy moc sprawczą, kiedy pomagamy sobie, kiedy „zarażamy siebie” dobrą energią, radością, miłością do życia, akceptacją siebie i innych, szacunkiem? To ma tak ogromny ładunek!

    Możemy zobaczyć na przestrzeni dziejów, że wielkie wojny ustały. Wygrywa dobro, chęć pokoju i pragnienie tego, żeby każdy z nas miał prawo wyboru życia zgodnie ze swoimi zasadami, podstawowymi archetypami jak miłość, pełnia, wrażliwość. Nie uważam więc, że „moc wrażliwości” to są zwalczające się wyrażenia. To jest raczej bardzo wąski promień, który pokazuje, że im bardziej wrażliwi jesteśmy, im więcej pokazujemy serca, tym większą mamy moc. 

    Od osób znanych, cenionych, oczekuje się, aby po zakończeniu kariery „nie znikali”, aby mieli coś do powiedzenia. Jaką ma Pani obecnie misję? 

    Dla mnie zawodowy sport był drogą do rozwoju duchowego. Ja nie mam wobec nikogo żadnych oczekiwań, dlatego też nie zwracam uwagi na to, czego oczekują ode mnie inni. Fakt, że w moim przypadku sport przełożył się na tą konkretną misję był możliwy dlatego, że zawsze miałam odwagę podążać za głosem własnego serca. I to zawsze było dla mnie najważniejsze. Działam zgodnie z tym, co mi „w duszy gra”, a nie z tym, jakie ktoś ma wobec mnie oczekiwania. 

    Jaki jest zatem główny cel Pani szkoleń? 

    Szkolenia dla biznesu, dla menedżerów, to przede wszystkim pomoc w odkryciu „dlaczego szanuję siebie, ale nie szanuję Ciebie?”. Zespół prowadzony przez takiego lidera będzie zawsze kulawy, niekompletny i ludzie z takiego zespołu bedą uciekać. Szacunek do innych powinien zawsze iść w parze z szacunkiem do siebie i do świata. 

    Popularny niedawno skandynawski model „work and life balance”, jest nieco omylny. Bez względu na to, czy postrzegamy życie przez pryzmat biznesu czy sfery prywatnej, to ciągle jest to całe nasze życie. I żeby ono było kompletne, będzie zawierało wszystkie te elementy. Coraz więcej nowoczesnych przedsiębiorstw opartych o „turkusowe zarządzanie”, czyli egalitarność, określenie tych samych kierunków rozwoju, szacunku do siebie, realizacji zadań mając również na uwadze dobro globalne – to jest nasza szansa jako ludzkości, aby zmienić świat na lepszy. Jest to poziom „ja – my”, współpracy z innymi, ale według najpiękniejszych zasad.

    Podczas mojej kariery, odwiedzałam często domy dziecka, bo taka też po części była moja historia prywatna. I kiedy je odwiedzałam, poczułam sens pracy z młodzieżą, żeby dać im żywy przykład, że to od nich zależy, co zrobią ze swoim życiem. Dopiero potem przyszedł czas na szkolenia biznesowe, warsztaty dla kobiet. Nie mniej jednak, wszystko czym zajmowałam się jako zawodowy sportowiec ma obecnie przełożenie na to, czym dzielę się z ludźmi. 

     

     

    W imieniu naszych Czytelników i swoim, serdecznie dziękuję za rozmowę. 

     

    IWONA GUZOWSKA – wielokrotna mistrzyni świata w kick boxingu i boksie, polska parlamentarzystka w sejmie VI i VII kadencji. Autorka autobiograficznej książki „Najważniejsza decyzja” w której dzieli się z czytelnikami opowieścią o swojej drodze do mistrzostwa. Po zakończeniu zawodowej kariery sportowej, koncentruje się na szkoleniach dla biznesu i kobiet chcących zbudować i rozwinąć swoją odwagę.

     

     

  • Fundacja Kobieta Niezależna – Podsumowanie 2020

    Fundacja Kobieta Niezależna – Podsumowanie 2020

    👉 Pamiętacie moment, kiedy 22 lutego na gali #posukceszrowinska zostało ogłoszone powołanie Fundacji Kobieta Niezależna?

     

    Kamila mówiła, że powołując Fundację spełnia swoje marzenie.

    21 lat czekałam na ten dzień!

    Po tych 10 miesiącach wiemy, że spełniła również marzenie wielu z nas o miejscu, gdzie będziemy mogli się rozwijać, wspierać i budować swoją niezależność. 

     

    Wystartowaliśmy ze swoim nowym logo, zaprojektowanym przez Małgo Kotlonek i… no właśnie. Dopiero rozpoczęliśmy cały proces budowania zespołu, budowania standardów oraz naszej komunikacji. Zgadniecie, ile ankiet wpłynęło do nas od momentu ogłoszenia FKN? 2000! Tak, 2000 ochotników, zdeterminowanych, aby szerzyć misję niezależności kobiet. Nasza Wiceprezeska, Anna Cieśla, w pierwszym tygodniu działalności przeprowadziła aż 37 rozmów rekrutacyjnych! Te liczby są imponujące i napawają nas dumą.

    W pierwszych miesiącach FKN towarzyszyły nam nieustanne burze mózgów, podczas których tworzyliśmy kodeks wartości, key visual, plany związane ze stroną internetową. W kwietniu powstała nasza fundacyjna broszka, która stała się pierwszą cegiełką na drodze do “niezależności finansowej” FKN 😉. Dzięki Waszym wpłatom mogliśmy powoli rozwijać skrzydła.

     

    I choć formalnie Fundacja zaczęła działać od 14 maja – wtedy właśnie została wpisana do KRS – to robiliśmy wszystko, by już od samego początku być jak najbliżej naszej społeczności.

     

    Pamiętacie jak smakowały nasze pierwsze herbatki? Na Instagramie Anna Cieśla częstowała nas inspirującymi rozmowami z niebanalnymi gośćmi. Część z nich wystąpiła później już na naszych stacjonarnych spotkaniach.

     

    Czerwiec upłynął nam w fundacyjnych kolorach – Wiola Czuryńska obiegła w naszych barwach Gdynię! Zachwycaliśmy się też woreczkami i kosmetyczkami uszytymi dla nas przez Goshico, oczywiście z motywem fundacyjnego serca. Pojawiły się również piękne apaszki, zaprojektowane przez LenartView.

    W lipcu pracowaliśmy już na pełnych obrotach. Dopracowywaliśmy spotkania z mentorami, uruchomiliśmy nasze fundacyjne konto, zadbaliśmy o sprawność fizyczną na treningach z Matim – Mateuszem Lewandowskim, który prowadził je specjalnie dla darczyńców Fundacji. #trenujezfkn

    A potem nadszedł gorący sierpień, a wraz z nim pierwszy Bieg po Niezależność w Raciborzu. Nasza Wiceprezeska wypuściła głośnym “Start!” aż 234 osoby, które brały udział zarówno w stacjonarnym #biegponiezaleznosc oraz tym online. Pamiętacie, kto wygrał? Tak, wszyscy! Wygrał każdy, kto wziął udział, ponieważ połączyła nas jedna wizja i cel – Kobieta Niezależna. Kto był wtedy w Raciborzu mógł otrzymać naszą fundacyjną książkę w prezencie! Marcin Kokoszka, jako jeden z uczestników, zafundował dla wszystkich książki “7 dróg”, Anny Maruszeczko. Każdy otrzymał też wyjątkowy medal w kształcie serca.

    Dla nas – osób zaangażowanych w rozwój Fundacji – sierpień to też wyczekiwana z niecierpliwością wspólna sesja zdjęciowa w Warszawie. Jej efekty możecie oglądać na naszych zdjęciach, umieszczanych w mediach społecznościowych. Zresztą, trudno się dziwić efektom, kiedy:

     dzięki makijażystkom od Nali https://www.facebook.com/natalia.stawiarska.lub.nala.mua

    fryzurom spod szczotek Royal Look https://www.facebook.com/salonroyallook/

    ubraniu nas przez https://www.facebook.com/goshico w kreacje z https://www.facebook.com/egarderobe i profesjonalnemu oku fotografki z Shootit wygląda się jak milion dolarów!

    Ale nie spotkaliśmy się tylko na wspólne zdjęcia! Motywem przewodnim, który przyciągnął wolontariuszy z różnych zakątków Polski i Europy, była przede wszystkim kolacja i nasze pierwsze spotkanie po 6 miesiącach! To właśnie między pierwszym i drugim dniem sesji, usiedliśmy wspólnie przy stole razem z Prezeską oraz Wiceprezeską, celebrując czas spędzony offline.

     

    We wrześniu spotykaliśmy się już z Wami na żywo w Warszawie, Opolu, Wrocławiu, Katowicach i Kwidzynie. Nasze koordynatorki dbały o to, byście czuły się zainspirowane i mogły stworzyć ze sobą piękne relacje. Śpiewająco sprostały też wyzwaniu, kiedy to w październiku z dnia na dzień nasze spotkania mogły być prowadzone tylko online.

     

    Dla wielu z nas najważniejsze w tym miesiącu okazało się spotkanie związane z premierą książki Anny Maruszeczko pt. “7 dróg. Rozmowy o poszukiwaniu życiowej misji”. 

    To było wyjątkowe wydarzenie ze względu na obecność autorki, bohaterek, ale też dlatego, że cały dochód ze sprzedaży został przeznaczony na wsparcie Fundacji.

     

    Pandemia i obostrzenia nie przeszkodziły nam w październiku wystartować z Wyzwaniem. Podjęte zostało przez 3211 osób nie tylko z Polski, ale też z 9 innych krajów, w tym z USA. To Wy – wspaniali uczestnicy Wyzwania – sprawiliście, że idea Kobiety Niezależnej zawędrowała daleko poza Polskę!

     

    Na chłodne listopadowe dni, dziewczyny z Tiny Tattoo https://www.facebook.com/tinytattoostore we współpracy z naszą Prezeską, Kamilą Rowińską stworzyły specjalnie zaprojektowane ciepłe bluzy z napisem “unleash yourself”. 20% z ich sprzedaży, czyli 5800 zł zasila konto Fundacji – chwila wykonania przelewu została nawet uwieczniona na Instagramie Tiny Tattoo.

     

    Grudzień to spotkanie mikołajkowe zorganizowane przez EncePence. Dzięki wspólnej zabawie z dziećmi, cały dochód ze sprzedaży biletów został przeznaczony na realizację celów statutowych Fundacji.

     

    Tuż przed świętami Joanna Stopyra obdarowała nas wspaniałym prezentem – podzieliła się z nami częścią dochodu ze sprzedaży jej najnowszej książki “La mamma”.

     

    Kolejna nowość – nasza wolontariuszka Joanna Pastuszak-Cybulska rozpoczęła cykl inspirujących wywiadów z kobietami, które znają cenę sukcesu. Możecie aktywnie uczestniczyć w tym procesie i podpowiadać nam, kogo chciałybyście gościć w kolejnych rozmowach!

     

    Grudzień to także w Fundacji czas podsumowań i patrzenia w przyszłość. Nasza Wiceprezeska wysłała do wszystkich wolontariuszy elfy, które tuż przed Świętami obdarowały nas miłymi prezentami. 

     

    Patrzymy na to, co przyniósł nam rok 2020, wyciągamy wnioski, nadajemy kurs, poprawiamy koronę i ruszamy dalej w 2021 rok, po kolejne cele zgodne z misją Kobiety Niezależnej.

     

    Właśnie przeczytałaś w dużym skrócie o tym, co się wydarzyło w naszej Fundacji w 2020 r.

     

    👉 Które z tych działań było dla Ciebie najbardziej inspirujące, dało Ci najwięcej?

    Napisz nam o tym w komentarzu. Twoja opinia jest dla nas ważna, bo dzięki niej możemy lepiej zaplanować nasze działania i możemy odpowiedzieć na Twoje potrzeby.

    ………………..

    Dziękujemy wszystkim darczyńcom, którzy zasilili konto FKN – kupując akcesoria, książkę, uczestnicząc w spotkaniach czy wspólnych treningach. Tworzycie Fundację razem z nami! Przedstawiamy Wam liczby, jakie osiągnęliśmy w tym roku:

     

    Liczba spotkań #poranamentora stacjonarnie: 6

    Liczba spotkań #poranamentora online: 12

    Liczba spotkań #poranamentora ogólnie: 18

     

    Liczba osób na spotkaniach: 660

    Liczba mentorów na spotkaniach: 15 


    Liczba osób, która dołączyła do #trenujezfkn: ok. 1000

     

    Liczba sprzedanych cegiełek 50, 150, 300 zł: 230

     

    Liczba osób, które dołączyły do Wyzwania: 3211

    Liczba osób w Wyzwaniu na dzień 1 stycznia 2021: 843

    Liczba sprzedanych pakietów startowych 50 zł: 336

    Liczba sprzedanych pakietów startowych z chustą: 630

     

    Liczba wolontariuszy i osób pracujących nad fundacją : 45 

     

    Wiek Fundacji Kobieta Niezależna: 10 miesięcy 🙂

     

  • „Poddawanie się” nie leży w mojej naturze

    „Poddawanie się” nie leży w mojej naturze

    Wywiad z Panią Patrycją Cierocką-Szumichorą, dyrektorem kreatywnym domu mody „Patrizia Aryton”.

     

    Joanna Pastuszak – Cybulska: Zacznijmy naszą rozmowę od pojęcia niezależności. Jak rozumie Pani niezależność kobiet? 

    Patrycja Cierocka – Szumichora: Podejmując decyzje odnośnie swojej ścieżki zawodowej czy swojego życia, kobieta niezależna nie kieruje się opiniami osób „z zewnątrz”. Samostanowi o sobie, nie przejmuje się, czy jej decyzja jest „po myśli” otoczenia, czy zostanie dobrze przyjęta. Podejmuje takie decyzje, jakie wewnętrznie czuje, jakie są z nią spójne. Jest to też kobieta, którą stać na takie wybory, która ma siłę finansową, ma możność realizowania swoich planów. 

    Które z wymienionych elementów, są według Pani, najtrudniejsze do osiągnięcia przez kobiety? Dlaczego tak jest?

    Najtrudniejsze jest odczepienie się od opinii innych, od tego, co pomyślą ludzie, jak zareaguje otoczenie, jak decyzja zostanie przyjęta. I ten element jest o wiele trudniejszy niż uzyskanie niezależności finansowej. Sama niezależność finansowa nie wystarczy nam do tego, aby stać się naprawdę niezależną. Najtrudniejsza jest niezależność mentalna. To najtrudniej jest kobietom podjąć, bo mamy silne uwiązanie względem stereotypów, jesteśmy silnie zakorzenione w ramach, które nas otaczają. Jeśli natomiast mamy wyzwolony umysł, nasz sposób myślenia jest naprawdę niezależny, łatwiej jest nam wtedy uzyskać stabilność finansową.

    Jest Pani kreatorką mody, co naturalnie kojarzy się z niezależnością, wolnością umysłu. Czy zawsze było tak, że wiedziała Pani czego oczekuje od siebie, od swojej firmy? 

    Przez długi czas nie wiedziałam za dobrze w jakim kierunku iść i robiłam to, co większość w branży, czyli realizowałam schematyczne działania przypisane do naszej branży. Starałam się prognozować trendy, natomiast nie było w tym naszego indywidualnego DNA.

    Przekładanie na produkt naszej filozofii, jest efektem zmian w ostatnich latach. Wcześniej robiliśmy to książkowo: benchmark, obserwowaliśmy konkurencję, zastanawialiśmy się jak doszli do tego, co osiągnęli, w jaki sposób my możemy dojść tam, gdzie są oni. Tak wyglądała nasza strategia działania do momentu, gdy kilka lat temu zadaliśmy sobie pytanie, po co mamy podążać czyjąś ścieżką? Wyznaczmy naszą ścieżkę! I od tego momentu, poczucie naszej firmowej filozofii jest w nas głęboko zakorzenione. 

    Na każdym etapie weryfikujemy, czy nasze pomysły są zgodne z filozofią marki. Jak z ludźmi – powtarza się im „Bądź sobą!”, ale trudno czasem określić co to tak naprawdę znaczy. Kiedy zagłębiliśmy się w to, kim jesteśmy jako marka, to okazało się, że odpowiedź jest w nas. Nie trzeba było tworzyć nowej identyfikacji czy opracowywać czym mamy się wyróżniać. Zagłębiliśmy się w to, w czym jesteśmy najlepsi i potraktowaliśmy to jako nasz wyróżnik. 

    Projektanci mody to artyści, twórcy, kreatorzy nowych trendów. Skąd Pani czerpie pomysły do tworzenia swoich projektów? Jak rozbudzić w sobie podobną kreatywność? 

    Pomysły zbieram zewsząd. Uważam, że osoby kreatywne są nastawione na odbieranie bodźców. Według mnie, kreatywność wiąże się z wrażliwością. I w każdej najdrobniejszej sytuacji należy być otwartym na to, że znajdzie się jakaś inspiracja. Jeśli miałabym komuś poradzić, jak być bardziej kreatywnym, to poleciłabym popularną obecnie koncepcję uważności. Bo to jest właśnie to – oczy, uszy otwarte, obserwowanie, wyciąganie wniosków, nie patrzenie na świat jak na ekran telewizora, na jaki nie mamy wpływu. Patrzenie w taki sposób, żeby wiedzieć, że z każdej rzeczy, sytuacji możemy dla siebie coś wyciągnąć.

    W jaki sposób „Patrizia Aryton” odróżnia się od innych firm z branży modowej w Polsce? Co świadczy o Waszej odrębności?

    Mam tę przyjemność, że pracuję w zespole, nie jestem samowystarczalna. Obserwacja konkurencji należy do zadań jednego z członków naszego zespołu. Ja staram się nie obserwować naszej najbliższej konkurencji, bo obawiam się, że podświadomie coś zostałoby w mojej pamięci, że wpadłabym w jakąś kliszę myślową. Odcinam się od tego całkowicie. 

    Kierując naszymi działaniami, zdecydowałam, że chcę działać w oderwaniu od schematów, które są w sektorze mody. Każdy rynek jest wystandaryzowany, na każdym rynku są rzeczy które się robi, i których się nie robi, pewne rzeczy wypada, a pewnych nie wypada. Postanowiliśmy więc – niczym kobieta niezależna mentalnie – że odetniemy się od sztywnych zasad. Niezależnie, czy to pasuje do naszego rynku, czy nie. Mamy na coś ochotę – robimy to, bez pytania siebie nawzajem, czy wypada. 

    Co pozwala Pani na trzymanie się obranego kursu? Czy macie w firmie hasła, które pilnują kierunku w jakim idziecie? 

    Nie mamy haseł strategicznych. Kiedy jest jednak chwila słabości, i jakiś problem leży na naszej drodze i utrudnia przejście, to mam zasadę, aby wycofać się na chwilę. Tak, jak sugerował Platon w metaforze o jaskini. Przywódca (choć dziś powiedzielibyśmy – menadżer) nie może patrzeć na wszystko z bliska, musi nabrać dystansu. Jeśli jesteśmy w jaskini i widzimy cienie na ścianie, to wydaje nam się, że to jakiś tygrys u wrót. A jeżeli wyjdziemy z jaskini i spojrzymy na nią spoza jej wnętrza, to częstokroć okazuje się, że ten wielki cień to mały kotek. I jakkolwiek jest to bardzo trudne, bo mam emocjonalny związek z moją firmą i chcę od razu walczyć z przeciwnościami, które stają jej na drodze, to czasem lepiej się wycofać. Najlepiej jest zająć się wtedy kompletnie czymś innym, iść na przykład do parku i z uwagą obserwować liście, drzewa…. W momencie, kiedy wracamy do naszego problemu okazuje się, że on wcale nie jest tak duży. A przecież problem dużo łatwiej okiełznać, kiedy czujemy, że jesteśmy w stanie nad nim zapanować.

    Kiedy kolekcja sprzedaje się dobrze, a firma osiąga wyznaczone cele, jak celebruje Pani sukcesy? 

    Nie robię tego, nie celebruje osiągnięcia konkretnego celu. Dla mnie sukcesem jest nieustanna praca, lubię sam fakt, że pracuję z fantastycznym zespołem i z nim  tworzę ciekawą markę. Szanuję to, że mogę się z tego utrzymać, i że dzięki tej pracy czuję się komfortowo. Nie chcę też, by poczucie mojego szczęścia było uzależnione od sukcesów zawodowych. Co byłoby, gdyby z jakiegoś powodu, niezależnego ode mnie, sukcesy te skończyły się „ot, tak”?

    Gdybym jednak uznała, że jest rzeczywiście jakiś sukces, który warto świętować, to zabrałabym rodzinę do lasu, żeby się odciąć i złapać balans. Zbytnie obnoszenie się z sukcesami może zabierać nam przekonanie, aby codziennie dawać z siebie jak najwięcej. Uważam, że ważnym elementem pracy przełożonego jest praca nad sobą, np. nad tym aby zachować w sobie pokorę… Ja nie jestem od urodzenia osobą pokorną. Długo nad sobą pracowałam, aż doszłam do obecnego momentu, kiedy czuję się szczęśliwsza, bo nie tak zorientowana na konkretny sukces, ale na uczciwą, rzetelną pracę każdego dnia.

    Myślę, że ta strategia pasuje do mnie. Do mojej – niekiedy – fanatycznej miłości do pracy i do mojego charakteru. Wzmacnianie pasji do pracy mogłoby mnie zabić ☺. Jestem jednak w stanie sobie wyobrazić, że są jednostki, dla których celebracja sukcesu jest motorem do dalszej pracy. Na tym polega piękno tego, że wszyscy jesteśmy wyjątkowi. 

    Przyznała się Pani kiedyś, że podejmowane na początku kariery decyzje nie były zbyt trafne. Co dawało Pani pewność, siłę do tego, aby nie poddawać się mimo braku efektów, jakie były spodziewane? 

    Niedopuszczalne jest dla mnie poddawanie się. Nie wiem w ogóle, po co miałabym to robić? Poddając się, mam pewność, że przegrałam, nic nie zyskuję. Poddawanie się nie leży w mojej naturze. Jak długo jest siła, są środki – walczymy, dajemy sobie szansę na wygraną. Poddając się – tracimy wszystko. 

    Czy na tę postawę mógł mieć wpływ fakt, że była to firma rodzinna, nie chciała Pani zawieść oczekiwań Rodziców? 

    Z pewnością tak było. Jestem w wyjątkowej sytuacji, w której jest niewiele osób w Polce, ponieważ ja się „urodziłam” w swojej firmie. Kiedy firma powstała, miałam cztery lata, więc z perspektywy mojej świadomości, ta firma była zawsze. I to jest wyjątkowa sytuacja, która powoduje u mnie olbrzymią odpowiedzialność. Miewałam nieraz poczucie, że to jest taka moja młodsza siostra, że muszę ją wspierać. Jest to stosunek wyjątkowo osobisty. 

    Niektóre dorosłe kobiety nie umieją poradzić sobie z „ciężarem rodziców”. Otrzymują niejednokrotnie „złote rady” i zalecenia, jak żyć, funkcjonować w biznesie. Czy rodzice dawali Pani przestrzeń odpowiednią do tego, aby samodzielnie prowadzić firmę, nie narzucając własnej wizji jej rozwoju? 

    Moi rodzice wiedzieli, jak ważne jest wzmacnianie niezależności. Mam dzieci w wieku trzech i siedmiu lat. Kiedy mój syn układa puzzle, muszę z sobą walczyć, aby mu nie pomagać. Przejęta, siedzę z nim i od czasu do czasu pokazuję gdzie pasuje dany puzzel, jakby od tego zależał los świata. Natomiast moi rodzice, od najwcześniejszych lat pokazywali mi, że mam pełną sprawczości w tym, co robię. Oni pozwalali mi się przewracać. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek płakała, z tego powodu, że rozbiłam kolana. To było dla mnie naturalne, że skoro uczę się jeździć na rowerze, to będę mieć krwawiące kolana. Wsiadałam z powrotem na rower i dalej uczyłam się jeździć. A oni – zamiast biec do mnie z plastrem na kolanko – gratulowali, gdy już opanowałam tę sztukę.

    Tę jazdę na rowerze można w sumie porównać do mojej pracy w firmie, bo rodzice pozwalali mi na przewracanie się, popełnianie błędów, nawet gdy ewidentnie widzieli, że podejmuję złą decyzję. Mówili, żebym się zastanowiła, bo ich zdaniem to nie jest dobra decyzja, ale nie blokowali jej. 

    Poświęcili dużo, abym mogła nauczyć się swojego fachu. Zaryzykowali. Są w moim poczuciu bohaterami.

    Czyli „wspierający rodzic” to jest oparcie, które daje odwagę do tego, aby sprawdzać co jest dalej, za kolejnymi zamkniętymi drzwiami?

    Tak, zgadzam się. Jestem trochę bardziej nadgorliwa od moich rodziców, ale staram się dawać moim dzieciom autonomię i wolność, bo to jest według mnie kluczowe w przyszłym, dorosłym życiu. To są drobiazgi, ale nawet w przypadku układania puzzli, choćby to miało trwać trzy dni, to dzieci mają świadomość, że same o sobie decydują. 

    W jaki sposób moda może pomóc we wzmocnieniu niezależności? 

    Wystarczy, że znajdziemy nasz własny styl dopasowany do osobowości. Jeśli stworzymy wizerunek osoby, który do nas kompletnie nie pasuje, to przestaniemy być wiarygodni. Tu nie chodzi o to, aby on był zgodny z dress codem i kropka. On ma być dopasowany do naszej osobowości i tak profesjonalny, jak to możliwe. 

    Gdybym prezentowała siebie w granatowym kostiumie z ołówkową spódniczką, jakkolwiek granatowy jest kolorem inteligencji i autorytetu, to gwarantuję, że nie uwierzyłaby mi Pani w żadne moje słowo, bo ja do granatowego kostiumu po prostu nie pasuję. W moim przypadku bardziej jest prawdopodobne, że na videokonferencji pokażę się w moherowym dresie i mocnej biżuterii, bo to jest „moje”. Tylko poprzez zgodność tego stylu z moją osobowością mogę wzbudzić zaufanie. Natomiast, jeśli wystroję się zgodnie z dress codem, ale zapomnę o tym, kim jestem, jakie wartości za mną stoją, to może się okazać, że podświadomie mój rozmówca wyczuje pewną niespójność i straci do mnie zaufanie. 

    Czy obrany przez nas styl jest modny czy nie, to jest kwestia drugorzędna. Nasz styl musi być zgodny z naszą osobowością i naszymi celami. Jeśli np. pracujemy w zawodzie zaufania publicznego, w banku, i naszym celem jest, aby wzbudzać zaufanie, to musimy wyglądać bardziej konserwatywnie. Natomiast, jeśli prowadzimy własną firmę, to nie musimy być konserwatywne w ubiorze, możemy czerpać z trendów.

    Prócz tego, że chcecie ubierać Polki elegancko i w doskonałą jakość, czy są jeszcze inne cele, które chcecie realizować poprzez swoje projekty? Jak ma czuć się kobieta ubrana w odzież „Patrizii Aryton”? 

    Rok temu zapoczątkowaliśmy kampanię „Jesteś idealna, kiedy jesteś sobą”. W tej kampanii zachęcamy kobiety do tego, aby uwierzyły, że piękno jest w nich. Wielokrotnie powtarzamy, że moda nie jest po to, aby kobiety uwierzyły, że będą piękniejsze, bo one już są piękne. Moda, jaką my proponujemy, jest po to, aby one wydobyły swoje piękno z siebie. Każda z nas jest piękna, to jest tylko kwestia znalezienia właściwego koloru, właściwej formy. Kiedy już się odpowiednio ubierzemy i widzimy się w lustrze, że dobrze wyglądamy, to nie jest cel sam w sobie. Celem jest to, że dzięki strojowi, czujemy się pewniej, czujemy się lepiej i zdecydowanie łatwiej jest nam osiągać nasze zamierzenia. 

    Jak obecnie prowadzicie sprzedaż? 

    Jest to sprzedaż internetowa oraz stacjonarna. Ja uwielbiam planować i to jedna z silniejszych stron naszej marki. Nie uciekamy od problemów. Kiedy widzimy, że nadciąga jakaś trudność, to szukamy sposobu na jej przezwyciężenie. Już na wiosnę przygotowywaliśmy się do tego, co może wydarzyć się w jesieni. Przyjęliśmy założenie, że nadejdzie druga fala epidemii. Co wtedy zrobimy? Zaplanowaliśmy jak będą działać nasze sklepy, jak przygotujemy kolekcję, jakie wprowadzimy funkcjonalności do e-sklepu. Nic nas nie zaskoczyło. Obecnie, po prostu wyciągamy z rękawa funkcjonalności, nad którymi pół roku wcześniej pracowaliśmy. 

    Jak w Pani ocenie dopasować swój wygląd do własnej firmy? Lepiej być doskonałą „twarzą” swojej marki od początku, czy też dorastać razem z firmą do coraz lepszego wizerunku? 

    Zdecydowanie, lepiej jest zacząć dbać o siebie od samego początku. Powiedzenie „Jak Cię widzą, tak Cię piszą”, mimo, że go nie lubię, to jednak w biznesie jest cały czas obecne. Bardzo często oceniamy kompetencje danej osoby na podstawie postawy, tonu głosu, pewności z jaką dzieli się twierdzeniami. Po kilkunastu latach obecności w biznesie, powierzchowność nie robi już na mnie wrażenia. 

    Kiedy rekrutuję kogoś albo pozyskuję partnera, staram się nałożyć podczas rozmowy na tę osobę pewien filtr – nie skupiam się na tym, jak ona wygląda, a jedynie na tym, co mówi. I to chyba jedna z ważniejszych cech, jakie nabyłam. Efekty tego eksperymentu zwykle są szokujące. Ktoś, kto prezentuje się nienagannie, w swojej wypowiedzi nie zawiera żadnej treści, zaś ten kto nie najlepiej się prezentuje, jeśli skupimy się na treści, okazuje się, że to jest samo złoto. 

    Jednak niestety, zwykle odbieramy ludzi na podstawie wyglądu i sami sobie tworzymy obraz danej postaci. Bazując więc na tej wiedzy, chcąc wejść w interakcje z klientami, zaprosić kogoś do biznesu, bez dopracowania wizerunku lepiej nie zaczynać. Dobrze jest odwiedzić wcześniej fryzjera, doradcę od wizerunku, zainwestować w tzw. statement pieces, dobrze skrojony garnitur, płaszcz, biżuterię która robi wrażenie. Inaczej na samym początku dużo stracimy. 

     

    Serdecznie dziękuję za inspirującą rozmowę. 

     

     

    PATRYCJA CIEROCKA SZUMICHORA – Dyrektor Kreatywna polskiej, rodzinnej marki PATRIZIA ARYTON. Uczyła się projektowania ubioru w Londynie i w Krakowie, ukończyła ekonomię w Gdańsku oraz studia podyplomowe z zarządzania marką luksusową wg programu realizowanego przez Akademię Leona Koźmińskiego we współpracy z florencką Polimodą. 

    Na przełomie 2008/2009 roku, gdy na świecie szalał światowy kryzys ekonomiczny, przejęła odpowiedzialność za kolekcje. Pierwsze miesiące – jak mówi sama o sobie – owocowały samymi złymi decyzjami. Potrzebowała czasu, aby nauczyć się słuchać dobrych rad i skutecznie wykorzystywać posiadaną wiedzę. Dzisiaj, odpowiada za kolekcję oraz komunikację marki. Pasjonatka socjologii mody oraz fanka nieszablonowych rozwiązań. W modzie klasycznej najbardziej lubi kontestację utartych schematów.

  • Uwaga! Uaktualnione zasady Wyzwania FKN!

    Uwaga! Uaktualnione zasady Wyzwania FKN!

    ? UWAGA PILNE!?

    Od dnia 10.10.2020 w całej Polsce obowiązuje strefa żółta, a dodatkowe rejony zostały oznaczone jako strefa czerwona. Sytuacja poza Polską również dynamicznie się zmienia także nie pozostało nam nic innego jak zareagować odpowiednio wcześnie, aby umożliwić Ci realizację wyzwania.

     ?URUCHAMIAMY PLAN B?

    W trosce o Twoje zdrowie i Twój dalszy rozwój podjęliśmy decyzję o wprowadzeniu dodatkowych możliwości realizowania Wyzwania. Sprawdź poniżej wytyczne uaktualnionych zasad związanych z chodzeniem i bieganiem.

    ?Wyjątkowe czasy wymagają wyjątkowych rozwiązań.?

    Wprowadzone zasady obowiązują do odwołania.

    Dla Ciebie zmodyfikowaliśmy wymagania obecnego etapu związane z aktywnością wyzwaniową (chodzeniem i bieganiem).

    Reszta wytycznych dotyczących realizacji wyzwania w 1 etapie pozostaje bez zmian.

     


    ANEKS DO ZASAD WYZWANIA FUNDACJI KOBIETA NIEZALEŻNA
    (obowiązuje do odwołania)

     

     

    PAŹDZIERNIK

    Wyzwanie Fundacji Kobieta Niezależna  – chodzenie/bieganie/KROKOMIERZ w dowolnym tempie + lektura książki + wdzięczność.

    • BIEGANIE lub CHODZENIE (aktywność wyzwaniowa)

    ŚCIEŻKA 1 – bez zmian, według oryginalnych pierwotnych zasad

    Od 1 do 31 października biegasz lub chodzisz. 
    Pokonujesz dystans minimum 2 km dziennie w dowolnym tempie  bez przystanków (podczas 1 treningu, jednym ciągiem). Jeżeli nie możesz danego dnia wykonać zadania, opuszczasz ten dzień i następnego dnia wykonujesz minimum 4 km bez przystanków (podczas 1 treningu, jednym ciągiem). Jeżeli chcesz, możesz biegać lub chodzić więcej, nie ustalamy maksimum.

    ŚCIEŻKA 2 – rozwiązanie dla osób objętych kwarantanną lub innymi obostrzeniami epidemiologicznymi

    Od 1 do 31 października chodzisz i rejestrujesz kroki w aplikacji telefonicznej Krokomierz, która liczy również kroki wykonane w domu. 
    Pokonujesz minimum 5 tysięcy kroków dziennie. Jeżeli nie możesz danego dnia wykonać zadania, opuszczasz ten dzień i następnego dnia wykonujesz minimum 8 tysięcy kroków. Jeżeli chcesz, możesz chodzić więcej, nie ustalamy maksimum.

    Każdy trening musi być zarejestrowany przez telefoniczną aplikację KROKOMIERZ.
    Wybierz taką aplikację, która w raportach pokazuje daty treningu. Jeśli na Twoim zestawieniu z krokomierza nie będzie dat, to odpadasz. Nie trzeba korzystać z płatnej wersji aplikacji.

    Możesz opuścić tylko 1 dzień z rzędu, dwóch opuszczonych dni nie można nadrobić. Nie możesz robić treningów na zapas.

     

    LISTOPAD

    Wyzwanie Fundacji Kobieta Niezależna  – chodzenie/bieganie na czas lub KROKOMIERZ w dowolnym tempie + lektura książki + wdzięczność.

    • BIEGANIE lub CHODZENIE (aktywność wyzwaniowa)

    ŚCIEŻKA 1 – bez zmian, według oryginalnych pierwotnych zasad

    Od 1 do 30 listopada biegasz lub chodzisz.
    Biegniesz lub chodzisz każdego dnia minimum 2 km w maksymalnie 25 minut bez przystanków (podczas 1 treningu, jednym ciągiem) lub minimum 4 km w maksymalnie 60 minut co drugi dzień bez przystanków (podczas 1 treningu, jednym ciągiem). Jeżeli chcesz, możesz biegać lub chodzić więcej, ale musisz zmieścić się w maksymalnym czasie krótkiego lub długiego dystansu.

    ŚCIEŻKA 2 – rozwiązanie dla osób objętych kwarantanną lub innymi obostrzeniami epidemiologicznymi

    Od 1 do 30 listopada chodzisz i rejestrujesz kroki w aplikacji telefonicznej Krokomierz, która liczy również kroki wykonane w domu. 
    Pokonujesz minimum 5 tysięcy kroków dziennie. Jeżeli nie możesz danego dnia wykonać zadania, opuszczasz ten dzień i następnego dnia wykonujesz minimum 8 tysięcy kroków. Jeżeli chcesz, możesz chodzić więcej, nie ustalamy maksimum.

    Każdy trening musi być zarejestrowany przez telefoniczną aplikację KROKOMIERZ.
    Wybierz taką aplikację, która w raportach pokazuje daty treningu. Jeśli na Twoim zestawieniu z krokomierza nie będzie dat, to odpadasz. Nie trzeba korzystać z płatnej wersji aplikacji.

    Możesz opuścić tylko 1 dzień z rzędu, dwóch opuszczonych dni nie można nadrobić. Nie możesz robić treningów na zapas.

     

     

    GRUDZIEŃ

    Wyzwanie Fundacji Kobieta Niezależna  – bieganie na czas lub KROKOMIERZ w dowolnym tempie + wdzięczność.

    • BIEGANIE (aktywność wyzwaniowa)

    ŚCIEŻKA 1 – bez zmian, według oryginalnych pierwotnych zasad

    Od 1 do 31 grudnia biegasz każdego dnia minimum 3 km w maksymalnie 25 minut bez przystanków (podczas 1 treningu, jednym ciągiem)  lub minimum 5 km w maksymalnie 65 minut co drugi dzień bez przystanków (podczas 1 treningu, jednym ciągiem). Jeżeli chcesz, możesz biegać więcej, ale musisz zmieścić się w maksymalnym czasie krótkiego lub długiego dystansu.

    ŚCIEŻKA 2 – rozwiązanie dla osób objętych kwarantanną lub innymi obostrzeniami epidemiologicznymi

    Od 1 do 31 grudnia chodzisz i rejestrujesz kroki w aplikacji telefonicznej Krokomierz, która liczy również kroki wykonane w domu. 
    Pokonujesz minimum 6 tysięcy kroków dziennie. Jeżeli nie możesz danego dnia wykonać zadania, opuszczasz ten dzień i następnego dnia wykonujesz minimum 10 tysięcy kroków. Jeżeli chcesz, możesz chodzić więcej, nie ustalamy maksimum.

    Każdy trening musi być zarejestrowany przez telefoniczną aplikację KROKOMIERZ.
    Wybierz taką aplikację, która w raportach pokazuje daty treningu. Jeśli na Twoim zestawieniu z krokomierza nie będzie dat, to odpadasz. Nie trzeba korzystać z płatnej wersji aplikacji.

    Możesz opuścić tylko 1 dzień z rzędu, dwóch opuszczonych dni nie można nadrobić. Nie możesz robić treningów na zapas.

     

    WSKAZÓWKA 1:

    W Podsumowaniach Poniedziałkowych sumujesz wszystkie pokonane kilometry od początku Wyzwania łącznie z tymi, które w przybliżeniu podaje Aplikacja KROKOMIERZ.

    WSKAZÓWKA 2:

    Jeśli jesteś osobą, która utknęła w kwarantannie domowej lub obowiązują Cię inne obostrzenia epidemiologiczne i nie może realizować biegania na zewnątrz, to wybierz Krokomierz. Dokonując wyboru ścieżki, wybierz rozwiązanie najlepsze dla siebie w danym momencie mając na względzie fakt, że poprzeczka biegowa będzie rosła z każdym miesiącem.
    Pamiętaj o systematyczności. Po zniesieniu ograniczeń i zmianie sytuacji epidemiologicznej wracamy do biegania. Przygotuj w tym czasie swój organizm do realizacji Wyzwania w jego pierwotnej formie.

     

    DOWODY REALIZACJI AKTYWNOŚCI WYZWANIOWEJ:

    Ścieżka 1. Bez zmian, według oryginalnych, pierwotnych zasad Wyzwania.

    Ścieżka 2. Zrzuty ekranu pokonanych kroków z Krokomierza. Każdy zaliczony dzień musi się na nim znaleźć. Rób je w cyklach tygodniowych lub miesięcznych – nazwa pliku: data, imię i nazwisko, np. 2020.10.10-17 Anna Kowalska (łącznie masz miejsce na przesłanie max 8 plików z aktywności wyznaniowej), format zrzutów jpg.

    Uwaga!
    W całym pierwszym etapie możesz wykorzystać maksymalnie 2 okresy rejestracji kroków za pomocą Krokomierza.

    Przykładowe zdjęcie Zestawienia ilości kroków z Krokomierza może wyglądać tak:

    WSKAZÓWKA 3:

    Jeśli ilość zrzutów z Krokomierza przekracza dopuszczalną łączną ilość plików z aktywności wyzwaniowej całego etapu, to połącz je w kolaż.

    WSKAZÓWKA 4:

    Jeżeli zakładasz od początku, że nie odpadniesz z Wyzwania przez „nie chce mi się”, to zwróć uwagę, że nasze NieChceMiSie są przebiegłe i potrafią zaatakować w najmniej odpowiednim momencie. Nie dawaj im szansy zaistnienia. Dbaj o swoją systematyczność i kondycję, by kontynuować Wyzwanie po odwołaniu Aneksu.

     

    UWAGA!


    Powiadomienie o odwołaniu Aneksu i powrocie do pierwotnych zasad dostaniesz drogą mailową na 7 dni przed ustaniem jego obowiązywania.

     

    W przypadku pytań, zaglądaj do FAQ (https://fundacjakobietaniezalezna.pl/wyzwanie-fundacji-kobieta-niezalezna-faq/) lub pisz na adres: wyzwanie@fundacjakobietaniezalezna.pl 

    Prosimy, dbaj o siebie!

    Wierzymy, że powrócimy z podwójną mocą, by realizować w pełni cele Wyzwania.

    Dużo zdrowia!

    Zespół Wolontariuszy FKN

  • To wyzwanie jest magiczne!

    To wyzwanie jest magiczne!

    [et_pb_section fb_built=”1″ admin_label=”section” _builder_version=”4.20.2″ global_colors_info=”{}”][et_pb_row admin_label=”row” _builder_version=”4.16″ background_size=”initial” background_position=”top_left” background_repeat=”repeat” global_colors_info=”{}”][et_pb_column type=”4_4″ _builder_version=”4.16″ custom_padding=”|||” global_colors_info=”{}” custom_padding__hover=”|||”][et_pb_text admin_label=”Text” _builder_version=”4.22.1″ background_size=”initial” background_position=”top_left” background_repeat=”repeat” global_colors_info=”{}”]

    Potwierdzają to osoby, które dotrwały do różnych jego etapów.  

    Setki osób przystępuje do Wyzwania Fundacji Kobieta Niezależna oczekując wypracowania samodyscypliny lub wytrwałości w osiąganiu celów. Wielu chce po prostu wypracować w sobie systematyczną aktywność fizyczną i poprawić kondycję lub wymodelować sylwetkę. Mnóstwo osób chce zwiększyć pewność siebie, swoją wewnętrzną siłę, poczucie wartości i samoocenę.

    Uczestnicy w czasie Wyzwania, przechodzą nieprawdopodobną metamorfozę.

    • Część z nich dociera po roku do mety i świętuje swój sukces.
    • Inni odpadają w trakcie i wyciągają wnioski dla siebie.

    Niektórzy zaczynają regularnie biegać i startować w maratonach.
    • A jeszcze inni przechodzą tak gruntowną metamorfozę (fizyczną i mentalną), że dokonują w swoim życiu niesamowitych zmian osobistych lub/i zawodowych. 

    W trakcie trwania Wyzwania okazuje się, że zmiana i lekcje przychodzą z całkiem nieoczekiwanej strony. Każdy z uczestników dociera w nim do swojej granicy. Niektórzy napotykają ją już w pierwszym miesiącu, inni w kolejnych, a jeszcze inni odpadają z przyczyn losowych, na które nie mają wpływu, a przecież w Wyzwaniu nie można wziąć zwolnienia. 

    Jedno jest pewne. Twój organizm podczas Wyzwania czeka wysiłek.

    Będzie to jednak wysiłek, który procentuje.

    Jak wygląda udział w Wyzwaniu w praktyce?

    Głównym celem wyzwania jest zmobilizowanie jak największej liczby osób do uprawiania aktywności sportowej i poczucia na własnej skórze, ile daje to korzyści zdrowotnych, fizycznych i psychicznych.

    Całoroczne Wyzwanie, jest podzielone na 4 etapy, z czego każdy etap trwa 3 miesiące.

    Uczestnicy zaczynają od bardzo prostego zadania. W pierwszym miesiącu muszą przejść lub przebiec codziennie tylko 2 kilometry oraz przeczytać jedną książkę. Następnie z każdym miesiącem poprzeczka zadań rośnie.

    Każdego roku do Wyzwania przystępuje bardzo duża ilość osób, które w specjalnie dedykowanej grupie na Facebook’u współpracują ze sobą, wspierają się i motywują. 

    Po każdym z etapów członkowie zespołu organizacyjnego sprawdzają przesłane dowody aktywności oraz zleconego zadania i przedstawiają wyniki każdej osobie. W ostatnim etapie uczestnicy realizują zadania, o które nawet siebie na początku nie podejrzewali, a ich siła wewnętrzna rośnie. 

    Wyzwanie kończą najbardziej wytrwali, a zwycięzcą można zostać w każdej chwili. Zastanawiasz się, jak to jest możliwe?

    Zacznij od tego, że zapoznasz się z wytycznymi pierwszego etapu, i że w ogóle dołączysz do tego Wyzwania. Przystąpić do niego można tylko raz w roku (w trakcie jego trwania nie ma takiej możliwości), a zrezygnować możesz w każdej chwili, jeśli jednak zdecydujesz, że to nie jest dla Ciebie. Zachęcamy do tego, żeby zrobić sobie gorące postanowienie ukończenia przynajmniej pierwszego etapu, bo już po 3 miesiącach poczujesz wielką zmianę w swoim życiu.

    To jest magiczny projekt, a niektórzy wręcz twierdzą, że podczas udziału w nim dzieją się cuda!

    Przeczytaj, ile wartości dało uczestnikom Wyzwanie!

     

    „To wyzwanie dodaje skrzydeł!” Iwona Molęda

    „Udział w Wyzwaniu daje mnóstwo endorfin, energię i chęć do życia. Dzięki przeczytanym lekturom lepiej rozumiem siebie i świat, a przede wszystkim nawiązuje się CUDOWNE relacje ze WSPANIAŁYMI ludźmi!” Monika Sikora

    „Wyzwanie to świetny sposób, żeby odbić się od dna (jakiekolwiek by ono nie było). Dodaje sił, poczucia sprawczości, poczucia wspólnoty, dostarcza sukcesów i wzmacnia świadomość, że … MOJE ŻYCIE JEST W MOICH RĘKACH (i nogach).” Joanna RS

    „W VI edycji Wyzwania wytrwałam aż 11 miesięcy. Jestem dumna z siebie, że biegałam (nawet w deszczu), czytałam książki rozwojowe, robiłam wpisy, byłam uważna i co najważniejsze pracowałam nad swoją samodyscypliną.

    Na koniec nawaliła moja słaba forma fizyczna. Miałam plan, niestety nie był idealny, zbyt mało rozciągania (prawie nigdy), niedosypianie i pewnie to były główne powody, dla których nie wyrobiłam formy.

    Podczas wyzwania zrozumiałam, że to droga jest celem, a nie sam cel w sobie.

    Zapisując swoje cele, marzenia, dokumentując swoje postępy – jesteśmy sfokusowani na zadaniu i łatwiej przychodzi nam je wypełnić. To pewnie jeden z powodów, który pozwolił mi zajść aż tak daleko.” Mariola Nowak-Jäger

    „Tylko jeden raz brałam udział w rocznym Wyzwaniu Kamili Rowińskiej i ukończyłam go z sukcesem (V edycja). To było faktycznie ogromne wyzwanie, bo tak naprawdę 1 października 2018r. wstałam z przysłowiowej kanapy. Nauczyłam się stawiać pierwsze kroki, z ogromną pokorą, cierpliwością zaczęłam biegać… spokojnie, bez niepotrzebnych zrywów. Z uwagą słuchałam moich mentorów, także rad udzielanych na grupie (wsparcie grupy jest niesamowite), planowałam wszystkie swoje treningi i nigdy ich nie odkładałam na potem, z wielką uwagą czytałam zasady wyzwania i ustawiałam przypomnienia do obowiązkowych wpisów, dbałam o siebie i wysłuchiwałam potrzeb swojego ciała, uczyłam się na własnych błędach, wiele razy odważyłam się poprosić o pomoc i nie zapominałam o nagradzaniu się za wysiłki. Warto dać z siebie wszystko, zbudować wiarę we własne siły i możliwości. To przełoży się na pozostałe aspekty naszej codzienności, w rodzinie, w pracy, w biznesie i zdrowiu.” Anna Michałowska

    „Jestem weteranem, nie tylko z racji wieku, ale również dlatego, że w Wyzwaniu biorę udział po raz czwarty.

    Jestem przykładem, że na zmiany jest zawsze odpowiedni czas. Zacząłem biegać trzy lata temu, dzięki systematyce i odpowiedniej konstrukcji Wyzwania Kamili Rowińskiej doszedłem do takiego poziomu, że w ubiegłym roku przebiegłem 3 maratony, a w tym zapisałem się na kolejne 2.

    To wyzwanie, to magia, jak w Matrixie przenosi w inny wymiar, w którym wszystko nabiera zupełnie innego znaczenia.

    Tu otaczają Cię ludzie, którzy motywują i wspierają, a po roku znajomości wydaje Ci się, że znasz ich całe życie. Z niektórymi będzie Cię łączyć taka więź, że spotkania w realu będą cyklicznym punktem wyzwania.

    To wyzwanie pozwala rozwijać się sportowo, mentalnie – poprzez czytanie wartościowych książek i oglądanie inspirujących filmów tu zaczniesz wprowadzać zdrowe nawyki żywieniowe, oraz nauczysz lepiej zarządzać swoim czasem.

    Tutaj ujawniają się ukryte talenty – mamy poetów, motywatorów, artystów, rysujących na endomondo, kręcących hula hop i wiele, wiele innych niepowtarzalnych osób.

    Nie znam osoby, która nie zauważyła pozytywnych zmian, jakie temu Wyzwaniu towarzyszą.” Bogdan Manda

    „Przygodę z wyzwaniem zaczęłam w edycji V, którą ukończyłam. Nie biegałam wcześniej, ale będąc fizjoterapeutą nie będę kłamać, że nie wiedziałam co to aktywność fizyczna. Wyzwanie było na początku trudne – dla mnie ze względu na brak czasu, organizację i w końcu samo bieganie. Z czasem dołączył do mnie mąż Robert i tak dobiegliśmy razem do finału V edycji. To był dla mnie niesamowity czas! Teraz już oficjalnie wspólnie z mężem kończymy VI edycję. Biegowo – z niczego pokonaliśmy przepaść – zrobiliśmy ogromny postęp. Więc jeśli ktoś pyta, czy da radę jeśli wcześniej nie biegał, to da! Bieganie stało się naszą ogromną pasją, możliwością spędzenia wspólnie czasu, dbaniem o swoje zdrowie i dało nam możliwość poznania niesamowitych ludzi. Przenieśliśmy biegi z asfaltu w góry i obecnie bierzemy udział w zawodach górskich. Tydzień temu Robert ukończył UltraJanosika biegnąc 110 km przez Tatry. Ja w sierpniu przebiegłam 4 półmaratony. Zaczynając V wyzwanie nie uwierzyłabym, że to jest możliwe. Ja już wiem, że to nie o bieganie w tym wyzwaniu chodzi. Ale każdy musi przetestować to na własnej skórze.” Olga Wielińska-Jachymiak

     

    Wyzwanie Fundacji Kobieta Niezależna jest niezwykłym doświadczeniem!

    Jest treningiem dyscypliny, wytrwałości, konsekwencji, pokory, uważności, szukania rozwiązań, cierpliwości oraz wiary w siebie i swoją sprawczość. To jedna z najpiękniejszych przygód, jakie mogą Ci się przytrafić. O tym, co można zyskać w Wyzwaniu, decyduje wyłącznie Twoje nastawienie. Ono będzie budowało Twoje emocje i działanie, a w konsekwencji Twoje rezultaty.  To Wyzwanie jest dla każdego, kto chce poprawić coś w swoim życiu. Dla każdego, kto pragnie stawać się lepszym z każdym dniem i pod każdym względem.

    IV edycja rocznego Wyzwania Fundacji Kobieta Niezależna już trwa.

    Nie możesz już dołączyć do tej edycji Wyzwania.

     

    Tutaj możesz zapisać się na listę oczekujących na kolejną edycję Wyzwania.

    [/et_pb_text][et_pb_code _builder_version=”4.22.1″ _module_preset=”default” link_option_url=”” hover_enabled=”0″ global_colors_info=”{}” sticky_enabled=”0″ disabled_on=”off|off|off”] [/et_pb_code][/et_pb_column][/et_pb_row][/et_pb_section]